MOJA SPIŻARNIA

autor Kasia

Nie jesz glutenu, nabiału i tych całych FODMAPS’ów – to, co ty właściwie jesz?

A no to:

 

MIĘSO, RYBY, OWOCE MORZA

Temat drażliwy ze względów etycznych i zdrowotnych. Antybiotyki, chemia, GMO, metale ciężkie… cóż staram się wybierać jak mogę najlepiej. Nie jestem „mięsoholikiem”. W obecnej sytuacji jem mięso, choć wielkim koneserem nie jestem i mogłabym się obejść bez mięsnych dań. Bliżej mi w tej kwestii do idei flexitarianizmu.  Jem więc mięso, lubię ryby i owoce morza, ale staram się żeby to rośliny dominowały w mojej kuchni. Na razie nie mogę nic na to poradzić, że po mięsie zwyczajnie lepiej się czuję, a moje jelita są spokojne. Na weganizmie wytrzymałam 2 miesiące. Jedząc tylko rośliny musiałabym się zamknąć w domu i odizolować o otocznia. Walczę o siebie. Czasami, chciałabym, żeby każdy, kto krytykuje choć przez jeden dzień żył z jelitem drażliwym. Myślę, że wtedy wszyscy byliby bardziej tolerancyjni i empatyczni, nie tylko w stosunku do zwierząt.

 

ZBOŻA, PSEUDOZBOŻA

Kasza gryczana (szczególnie ta niepalona, biała), kasza jaglana, ryż (basmati, czasem czerwony lub czarny ryż), amarantus i komosa ryżowa – w postaci całych ziaren, ekspandowanej, płatków lub mąk to podstawa w mojej kuchni. Można z nich robić zapiekanki, piec muffiny, ciasta lub jeść a’la owsianki. Są kopalnią witamin i minerałów oraz białka roślinnego. Nawet jeśli nie jesteście na diecie bezglutenowej, warto włączyć je do swojej diety ograniczając użycie pszenicy. Kukurydzę staram się ograniczyć, gdyż zwykle jest to GMO, a w jej przypadku udowodniono badaniami niekorzystny wpływ na jelita. Mąka kukurydziana pojawia się jednak w moich przepisach, bo zakwas na chleb wychodzi mi na niej przedni. Ostrożnie podchodzę do owsa. Mimo, że jest bezglutenowy, to robi spustoszenie w moich biednych jelitach. Ja kocham owsiankę, ale ona chwilowo mnie nie.

WARZYWA I OWOCE

Jeśli już przeczytałeś, że kiepsko trawię tzw. FODMAMPSy to wiesz, co to oznacza. Nie zaszalejemy tu z mnogością warzyw i owoców, ale nie ma też ogromnej tragedii. Da się z tym SMACZNIE i radośnie żyć. Poza tym jest to stan przejściowy, moja lista dozwolonych produktów powinna się rozszerzać. Na blogu fodmap.pl możesz zapoznać się z pełną listą tego, co mogę teoretycznie jeść na tzw. low FODMAP diet. Teoretycznie, bo każdy człowiek ma inną tolerancję fodmapsów. Obserwując swój organizm po fazie eliminacji i reintrodukcji, powinien skroić dietę na swoją miarę. Farciarze mają nietolerancję tylko na jedną grupę cukrów, inni na wszystkie i wtedy liczą każdą porcyjkę. Niezwykle pomocna w tej sytuacji jest aplikacja opracowana przez specjalistów w Klinice Gastroenterologii na Monash University.

W mojej kuchni królują owoce jagodowe i dojrzałe banany, a reszta pojawia się okazjonalnie w odpowiedniej ilości i formie. Z warzyw w grę głównie wchodzi cukinia, surowy pomidor, papryka, marchew, ogórek, rzodkiewka i wszelkiego rodzaju sałaty, rukola, roszponka, szpinak…Z innymi działam ostrożnie, sprawdzam się…sytuacja się zmienia, jelita się zmieniają…

 

ORZECHY, PESTKI I NASIONA

Przyznaję, jestem uzależnionym chrupaczem. Mam w domu zawsze słonecznik, dynię, sezam, ziarna konopi, migdały i orzechy wszelkiego rodzaju. Sypie je do sałatek, robię z nich pasty, dipy, wegański nabiał, miele na mąkę, robię granolę i ciasteczka. Staram się ograniczyć używanie ich na ciepło (dobre tłuszcze się utleniają i działają na nas prozapalnie), ale czasem ciężko na tym „bezglutenie” no;) Dobra alternatywą dla orzechów są kasztany jadalne. Używam ich w formie mąki i płatków, ale okazjonalnie, bo cena zabija;) Mąka z nich jest słodka i świetnie sprawdza się w wypiekach.

Nie wyobrażam sobie życia bez KOKOSA. Nazwa palmy kokosowej w sanskrycie to kalpa vriksha, co oznacza „drzewo, które zaspokaja wszystkie potrzeby życia” i kurczę coś w tym jest. Uwielbiam płatki kokosowe, wiórki i moje ostatnie odkrycie krem kokosowy. Używam tez namiętnie wspomnianego oleju kokosowego i mleka, z którego produkuję również roślinny jogurt. Jednym słowem, jestem kokosomaniakiem. Jedyną rzeczą, na jaką musze uważać jest mąka kokosowa. Pyszna, słodka, zdrowa, paleo i wege, ale zawiera ogromną ilość błonnika. To dla nas „jelitowćów” bywa drażliwe 😉 Stosuję ją, ale z dużym umiarem.

W niewielkich ilościach używam w kuchni siemienia lnianego i nasion chia. To prawdziwe superfoods, obfitujące również w rozpuszczalny błonnik pokarmowy, który u mnie powoduje ciąże spożywczą i inne dolegliwości utrudniające mi życie. Pudding chia niestety na razie odpada 😉

Po testach na nietolerancje okazało się, że pestki słonecznika i większość orzechów to jednak nie najlepszy wybór dla mojego organizmu. Mój układ immunologiczny zareagował najbardziej na migdały i orzechy brazylijskie- damn! Na razie muszę je odstawić, ale pozostało mi jeszcze trochę chrupiących możliwości.

WEGAŃSKI NABIAŁ i JAJKA

Od jakiegoś czasu w domu ruszyła produkcja domowych jogurtów. Zwykle robię je na mleku kokosowym lub sojowym dobrej jakości i zaszczepiam odpowiednimi bakteriami (ja używam Zakwaski – jogurt Vivo). Używam też namiętnie mleka kokosowego, ryżowego, gryczanego, z orzechów, z konopii i wielu innych roślinnych, które zrobię sama lub upoluje w sklepie. Teraz na prawdę wszystko można wydoić;) W lodówce mam również tofu na czarną godzinę. Marynuje je i dodaje do sałatek, miksuję na serniczki, robię twarożek i wiele innych wegańskich cudacznych dań. Staram się nie przesadzać z soją i dbam by nie kupować GMO.

Muszę się również przyznać, że nie pogardzę od czasu do czasu dobrym niewegańskim nabiałem: kozim serem, prawdziwą owczą fetą lub ręcznie robionymi serami z małego gospodarstwa.

Jadam jajka od szczęśliwych kurek mojej babci, które mają w kurniku jak w 5 gwiazdkowym hotelu i biegają codziennie na świeżym powietrzu, więc nie mam tutaj wyrzutów sumienia. Jajka są bardzo zdrowe jednak wyszły mi w testach nietolerancji pokarmowych, dlatego po okresie eliminacji włączyłam je niedawno do diety i nadal się obserwuje. Możliwe, że znowu będę musiała je ograniczyć.

TŁUSZCZE

Fobia tłuszczowa mnie już nie dotyczy, dlatego chętnie sięgam po różne zdrowe oleje. Na ciepło, do pieczenia i smażenia używam tłuszczów zwierzęcych lub roślinnych nasyconych, stabilnych termicznie. Prawdziwe masło klarowane (ghee) i olej kokosowy to u mnie podstawa, są zdrowe i po prostu pyszne. A jak oleje roślinne to głównie te tłoczone na zimno, surowe, nierafinowane: olej lniany, z czarnuszki, konopny i oczywiście dobrej jakości oliwa z oliwek. Często sięgam również po olej sezamowy, którym doprawiam różne potrawy. Świetnie podkręca smak sałatek czy zwykłej kaszy.

Poza tym olejami, często sięgam po awokado oraz różne nasiona, pestki i orzechy (najlepiej nie obrabiać ich termicznie i uprzednio moczyć ok 7-8 h w osolonej wodzie) oraz tłuste ryby. Unikam tłuszczy trans we wszelkiej postaci, choć zdarza się grzeszyć ;P

SŁODKIE

Cukier poszedł w odstawkę, ale to nie znaczy, że nie jem słodyczy. W mojej kuchni jest słodko, bo łasuch ze mnie straszny. Słodzę cukrem kokosowym, miodem, syropem klonowym, z daktyli lub melasą z karobu. Ksylitol…ZAPOMNIJ! Erytrytol za to okazał się lepszym wyborem, z którym moje jelita całkiem dobrze sobie radzą. Innym, naturalnym słodzikiem, który toleruję i używam od czasu do czasu, jest stewia. Kupuję takie tyci opakowanie 30 g za ok 30 zł – przerażeni?! Nie ma czym, bowiem taka paczuszka starcza mi na kilka miesięcy albo i rok. W takiej dobrej stuprocentowej stewii nie ma maltodekstryny i innych zapychaczy. Jej 1 łyżeczka odpowiada 1 szklance cukru. Używam też stewii w płynie (Better stevia), której kroplę można dodać do kawy lub jaglanki i jest pysznie.

Ponadto moimi hitami są wszelkie musy i przeciery. Oczywiście w wypiekach, kremach, kulkach mocy króluje mega dojrzały banan, ale też świetnie sprawdza się mus z jabłek czy zmiksowany upieczony batat (tutaj zalecam ostrożność dla „drażliwców”). Te wszystkie paćki, musy i przeciery mają tę zaletę, że oprócz smaku nadają też świetnej konsystencji bezglutenowym wypiekom i niekiedy mogą zastąpić jajko.

Ponadto szafki mam pełne suszonych owoców, podjadam je po treningu, dodaje do ciastek jaglanek lub mocze i miksuję na kremy. Daktyle, czyli  roślinny karmel, to moja miłość. Używam ich ostrożnie, bo to zakazana lista dla FODMAPSów. Dla dobra mojego jelita suszone owoce staram się kupować niesiarkowane.

ZIOŁA, KIEŁKI I PRZYPRAWY

Szafka na suszone zioła i przyprawy już dawno stała się za mała. Na parapecie nie mieszczą się doniczki, a na balkonie dostawiam kolejne upolowane okazy zieleniny. Używam tylko naturalnych przypraw, żadnych sztucznych aromatów, glutaminianów i innych polepszaczy smaku. Sama produkuję niektóre specyfiki np. esencję waniliową. To naprawdę nic trudnego i samo się robi!

Strona korzysta z plików cookies, by móc świadczyć usługi, personalizować reklamy i analizować ruch na stronie. Jeśli nie wyrażasz na to zgody, zmień ustawienia przeglądarki.  

Więcej informacji znajdziesz w POLITYCE PRYWATNOŚCI. AKCEPTUJ

Polityka prywatności i plików cookies