fbpx

Płatki amarantusowe na śniadanie

autor Kasia | BezBez
0 komentarz
Płatki amarantusowe z kiwi, orzechami, czekoladą i kokosem

Dziś na blogu przepis szybki i prosty, ale dla niektórych wciąż zaskakujący.  Jeśli waszym ulubionym śniadaniem jest wypasiona, ciepła owsianka, to koniecznie musicie spróbować innej wersji gotowanych płatków, których na diecie bezglutenowej jest wbrew pozorom ogromny wybór. Dziś padło na tajemniczy szarłat, czyli płatki amarantusowe z sycącymi dodatkami. Takie śniadanie zrobi wam dzień!

Rozpoczynając dietę bezglutenową i eliminację produktów, które w moich jelitach robiły rewolucję, musiałam wykreślić z menu m.in. płatki owsiane, żytnie czy orkiszowe. Uwielbiałam takie węglowodanowe, ciepłe śniadania, szczególnie w okresie jesienno-zimowym, więc szybko zaczęłam szukać zastępników. Sięgnęłam po kaszę jaglaną, płatki gryczane i jaglane, a nawet z komosy. W końcu trafiłam na amarantusa, który miło mnie zaskoczył smakiem i konsystencją.

Kilka słów o tym, dlaczego warto jeść amarantusa pisałam już przy okazji chleba z jego dodatkiem.

Amarantus, czyli szarłat to bezglutenowe pseudozboże, które jest jedną z najstarszych roślin uprawnych świata. Zajadali się nim Inkowie, Aztekowie i Majowie. Teraz uprawiany jest w różnych częściach świata, ale przeważająca część upraw wciąż pozostaje w obu Amerykach. Amarantus ceniony jest za swój lekko orzechowy, dość specyficzny smak, ale przede wszystkim za ogromną wartość odżywczą. Bogactwo minerałów, witamin i białka, to argumenty za tym, żeby włączyć amarantusa do swojej diety, szczególnie, gdy eliminujemy z niej inne zdrowe, ale glutenowe zboża. Szarłat bogaty jest przede wszystkim w żelazo, magnez i wapń. Dla mnie to dość istotne, gdyż nie jadam nabiału oraz mam problemy z odpowiednim poziomem żelaza we krwi. Poza tym amarantus jest bogaty w błonnik i lekkostrawny. Muszą na niego uważać jedynie osoby na diecie „low FODMAP”, gdyż bezpieczna ilość amarantusa jest dość niewielka (10 g amarantusa ekspandowanego).

Amarantus w bezglutenowej kuchni

Amarantus w sklepie to: całe ziarna (kaszka), płatki, mąka i tzw. popping, czyli amarantus ekspandowany (dmuchany). Mi osobiście kaszka najmniej przypadła do gustu, ale zdarza mi się jej używać do zagęszczania dań jednogarnkowych, warzyw czy sałatek. Płatki amarantusowe są ekspresowe w przygotowaniu i przypominają w konsystencji budyń – tu polecam wam poniższy przepis. Mąkę uwielbiam dodawać w niewielkiej ilości do ciast i pieczywa. Sama raczej się nie sprawdzi. Już niewielka jej ilość nadaje wilgotności i miękkości wypiekom, dlatego trzeba uważnie ją dozować. Gdy przesadzimy, zrobi się nam zakalec. Dobrze jest dodać ją do bezglutenowego chleba, dzięki czemu będzie dłużej świeży i wilgotny albo do czekoladowego ciasta, by osiągnąć wilgotną konsystencję brownie. Popping to świetny wybór, gdy chcemy robić domowe, zdrowe słodkości: batony, kulki mocy czy ciasteczka. Możemy go też dodać do granoli lub zalać gorącym mlekiem i otrzymać ekspresowy posiłek. Popping polecam początkującym, gdyż moim zdaniem jest najbardziej neutralny. Smak amarantusa jest dość specyficzny, orzechowy i nie każdemu może przypaść do gustu. Jednak, jeśli będziemy dozować go umiejętnie, to oprócz ciekawego smaku dań, uzyskamy ich zdrowsze i bogatsze w składniki odżywcze wersje.

Mój przepis na płatki amarantusowe może pomoże wam się przekonać do tego tajemniczego ziarna. Możecie spałaszować je na śniadanie, zajadać około treningowo lub jako deser. Dodatek orzechów i owoców sprawia, że całość jest naprawdę sycąca, a rozpuszczona w gorących płatkach gorzka czekolada podkręca smak i poprawia nastrój.

Z resztą, sami spróbujcie 🙂

Skorzystałaś/ skorzystałeś z przepisu?
Daj znać jak Ci poszło i oznacz mnie na Instagramie @bezbezpl

zajrzyj również tutaj

Zostaw komentarz

Zostawiając komentarz na blogu wyrażasz zgodę na przetwarzanie podanych w nim danych osobowych i publikację jego treści (twój adres e-mail nie zostanie opublikowany). Więcej informacji znajdziesz w Polityce Prywatności.