Bezglutenowy zakwas ryżowo-owsiany

napisany przez Kasia 28 maja 2019
bezglutenowy zakwas na mące ryżowej i owsianej

Bezglutenowy zakwas z wykorzystaniem mąki owsianej chodził mi po głowie bardzo długo. Przez to, że ostatnio przestawiłam się na chleby na drożdżach, bałam się do niego zabrać. Musiałam przypomnieć sobie ten cały proces i nieco inne przygotowywanie chleba.  Gdy w końcu się przełamałam, po pierwszych dniach fermentacji, wiedziałam, że to będzie mój ulubiony bezglutenowy zakwas na chleb. Jego smak i zapach jest przyjemny i dość neutralny, przypomina ten tradycyjny, pszenny. A przede wszystkim bezglutenowy zakwas ryżowo-owsiany jest naprawdę silny!

Jednak zanim zabierzecie się za przygotowanie zakwasu koniecznie zajrzyjcie do wpisu z zakwasem kukurydziano-ryżowym, gdzie opisałam wszystkie zakwasowe podstawy.

Z tego wpisu dowiecie się o zaletach i właściwościach chleba na zakwasie. Czemu pieczywo na zakwasie jest dla nas i naszych jelit lepszym wyborem i dlaczego powinniśmy sięgać po nie częściej.

W tym wpisie znajdziecie też podstawowe wskazówki odnośnie hodowania zakwasu, które pomogą wam uniknąć błędów. Przekonacie się, że wyhodowanie zakwasu i pieczenie chleba na zakwasie nie jest takie trudne, choć wymaga więcej uwagi, czasu i wprawy.

Bezglutenowy zakwas ryżowo-owsiany to obecnie mój faworyt wśród zakwasów, które udało mi się do tej pory wyhodować.

Ma przyjemny, kwaśny zapach i smak, nie odrzuca mnie tak jak ten na samej mące gryczanej. Według mnie przypomina ten pszenny, a chleb na nim upieczony smakował niemal jak ten glutenowy. Oczywiście duże znaczenie będą miały tu również mąki użyte do zrobienia samego chleba. W kolejnym wpisie pokażę wam przepis na taki smaczny bochenek.

Bezglutenowy zakwas ryżowo-owsiany jest też bardzo silny i pięknie rośnie.

Do tej pory nie wywinął mi żadnego psikusa i za każdym razem wyrastał wspaniale. W chłodniejsze dni potrzebował nieco czasu i większej opieki, ale w końcu dawał radę! Do tej pory każdy chlebek na tym bezglutenowym zakwasie mi wychodził i nie zdarzył się zakalec.

Co więcej, chleby rosły dość ekspresowo, bo przez jakieś 2-4 godziny, a nie 8 czy 12 jak to zdarzało mi się wcześniej. Nie musicie mu pomagać drożdżami! To super informacja dla tych, którzy mają nietolerancję na drożdże lub muszą ich unikać z innych względów.

Jeśli więc boicie się pieczenia na zakwasie, ale bardzo chcielibyście zacząć, to szczególnie na początku polecam wam właśnie ten bezglutenowy zakwas ryżowo-owsiany.

Nie zrażajcie się niepowodzeniami i humorami waszego zakwasu. W końcu hodujecie żywy organizm! Zakładam, że w większości przypadków, jeśli będziecie stosować się do  przepisu i WSKAZÓWEK pod przepisem, to wszystko powinno pójść gładko.

Gotowi na zakwasowe wyzwanie?

bezglutenowy zakwas na mące ryżowej i owsianej

BEZGLUTENOWY ZAKWAS RYŻOWO-OWSIANY

Kasia Bezglutenowy zakwas z wykorzystaniem mąki owsianej chodził mi po głowie bardzo długo. Przez to, że ostatnio przestawiłam się na chleby na drożdżach, bałam się do niego zabrać. Musiałam przypomnieć sobie… PODSTAWOWE Bezglutenowy zakwas ryżowo-owsiany European Wydrukuj przepis
Ilość porcji: Na ok. 0,5-0,7 l zakwasu Czas przygotowania:
Nutrition facts: 200 calories 20 grams fat

Składniki

1 szklany, około litrowy słoik
ok. 1 szkl. mąki ryżowej
ok. 1 szkl. bezglutenowej mąki owsianej
ok. 2 szkl. wody (najlepiej przegotowanej)
opcjonalnie: łyżka soku z ogórków kiszonych/ kapusty kiszonej, łyżeczka cukru lub 2 łyżeczki octu jabłkowego

Przygotowanie

  1. Pierwszego dnia np. wieczorem przygotuj słoik na zakwas. Koniecznie wyparz go wrzątkiem. Możesz również to zrobić z łyżką, którą będziesz mieszać zakwas.
  2. Do czystego słoika wsyp ok. 1/3 szkl. mąki ryżowej (około 3-4 łyżki) i wlej lekko ciepłej, przegotowanej wody do uzyskania konsystencji bardzo gęstej śmietany (ok. ¼-1/3 szkl.).
  3. Jeśli chcesz przyspieszyć i wzmocnić proces fermentacji dodaj łyżkę soku z ogórków kiszonych (ja tak robię) lub innych opcjonalnych dodatków wymienionych w składnikach. Przykryj szczelnie słoik gazą i nałóż gumkę lub zwiąż sznurkiem. Odstaw zakwas w zaciszne, ciepłe miejsce bez przeciągów na 12-24 h.
  4. Kolejnego dnia o tej samej porze dokarm zakwas. U mnie zazwyczaj pojawiają się już pierwsze bąbelki i przyjemny kwaskowy zapach. (Jeśli u Ciebie jeszcze się nie pojawiły, to możesz przełożyć dokarmienie zakwasu o kilka godzin.) Wsyp 3-4 łyżki mąki owsianej i dodaj tyle samo wody, do konsystencji gęstej śmietany. Pamiętaj by przegotowana woda nie była zbyt ciepła lub gorąca, bo zabije już wyhodowane przez nas bakterie.
  5. W kolejnych 3-5 dniach powtarzaj dokarmianie zakwasu, zmieniając mąki. Zakwas będzie pachniał coraz intensywniej i napełniał się pęcherzykami powietrza. Po około 5-6 dniach zakwas powinien być odpowiednio silny i w wystarczającej ilości by upiec duży bochenek chleba.

Wskazówki

  1. Zakwas możesz spróbować przyrządzić również z jednego rodzaju mąki, samej ryżowej lub samej owsianej. Jednak ten mieszany ma według mnie najlepszą konsystencję, siłę i smak.
  2. Aby przyspieszyć wyrastanie zakwasu możesz dodać odrobinę cukru, słodu, soku z ogórków kiszonych lub octu jabłkowego.
  3. Teoretycznie zakwas najlepiej mieszać drewnianą łyżką, gdyż bakterie nie lubią metalu. Ja jednak mieszam zwykłą łyżką stołową i do tej pory nie zauważyłam żadnych negatywnych reakcji.
  4. Możesz spróbować również dokarmiać zakwas dwoma rodzajami mąki naraz np. 2 łyżkami mąki owsianej i 2 łyżkami mąki ryżowej, zamiast zmieniać je za każdym razem.
  5. Niektórzy dokarmiają zakwas 2 razy dziennie, używając mniejszej ilości mąki. Ja zwykle robię to raz o stałej porze. Jeśli twój zakwas intensywnie pracuje również możesz spróbować dokarmić go dwa razy na dobę.
  6. Zakwas trzymam najczęściej na lekko ciepłym grzejniku. Poza sezonem grzewczym ustawiam go w zacisznym miejscu, bez przeciągów. By nieco mu pomóc, możesz wstawić go na jakiś czas do piekarnika z włączoną lampką, postawić przy ciepłej kuchence lub innych źródle ciepła.
  7. Zakwas możesz hodować dłużej niż 5 dni, jeśli uważasz, że nie pracuje zbyt intensywnie. Możesz też wyhodować więcej zakwasu.
  8. Nadmiar zakwasu, można schować do lodówki, by na jakiś czas go „uśpić” i spowolnić fermentację. Taki zakwas wyjmujemy wówczas 2-3 dni przed pieczeniem i dokarmiamy go standardowo. Możemy również nie chować zakwasu do lodówki, tylko dokarmiać dalej na kolejny wypiek. Zostawiając końcówkę zakwasu za każdym razem sprawiamy, że zakwas staje się coraz silniejszy.
  9. Może się też zdarzyć, że bąbelki zakwasu znikną pewnego dnia, po którymś dokarmianiu i już nie wrócą. Wówczas możesz postąpić w następujący sposób: 1) Możesz mimo wszystko spróbować upiec na nim chleb i dla pewności dodać do ciasta 1 łyżeczkę suszonych drożdży. 2) Możesz też dać mu jeszcze szansę, podkarmić go mąkami i cukrem i zostawić go w spokoju na jeszcze 1-2 dni w ciepłym miejscu. 3) Innym rozwiązaniem jest odłożenie małej część słabego zakwasu do nowego, wyparzonego słoika i solidne dokarmienie go - to rekomenduję najbardziej .
  10. W zależności od użytych mąk i ilości wody zakwas może mieć małe bąbelki lub duże pęcherze powietrza. Na wierzchu może zgromadzić się woda. To całkiem naturalne i nie trzeba się tym przejmować.
  11. Zawsze pilnuj by zakwas nie pokrył się pleśnią. Jeśli tak się stanie wyrzuć go, a słoik umyj i ponownie wyparz.

zobacz również

26 komentarzy

Gabriela 25 października 2019 - 12:43

Jak przechowywać nadmiar? W lodówce? Ile dni?

Odpowiedz
Kasia 28 października 2019 - 10:41

Gabrielo, zakwas, który ci zostanie po zrobieniu chleba możesz dokarmiać dalej – na kolejny wypiek lub dokarmić go i wstawić do lodówki na górną półkę, przykryty gazą. W chłodnej temperaturze fermentacja spowolni. Wówczas możesz wyjąć zakwas np. 2 dni przed pieczeniem, by go ożywić i dokarmić na kolejny chlebek.

Odpowiedz
Caro 16 grudnia 2019 - 11:46

Mój zakwas pachnie nieco drożdżami, czy to ok?

Odpowiedz
Kasia 16 grudnia 2019 - 15:09

Tak może się zdarzyć, zakwas powstaje m.in. z udziałem dzikich drożdży. Powinien być raczej kwaśny, ale i u mnie taki zapach się pojawia i jest ok. Myślę, że to zależy od warunków i temperatury otoczenia, użytej mąki itp. Póki nie ma pleśni lub nalotów o dziwnych kolorach, to powinien być ok 🙂 Jeszcze będę czytać o zakwasach, więc mam nadzieję, ze dowiem się czegoś nowego w tej kwestii.

Odpowiedz
Gabi 24 lutego 2020 - 18:39

zastanawiam się czy jako startera można użyć proszku z otworzonej kapsułki probiotyku, tak się robi np z kombuczą?

Odpowiedz
Kasia 25 lutego 2020 - 16:19

Myślę, że to może być ciekawy eksperyment, ale chyba nie sypałabym całej kapsułki tylko szczyptę. Akurat zakwas z udziałem mąki owsianej dość łatwo fermentuje i zwykle obywa się bez takich dodatków. Wystarczają bakterie i dzikie drożdże, które bytują w mące i powietrzu.

Odpowiedz
Ania 29 kwietnia 2020 - 16:26

4 próby za mną robienia zakwasu za mną i w końcu się udało, już nawet zrobiłam chleb. 🙂 Podzielę się moimi doświadczeniami, może komuś się przyda: bez żadnych soków, cukrów, itd., dokarmiałam zakwas dwa razy dziennie, 2 łyżki danej mąki rano i 2 wieczorem, następnie wstawiałam do nagrzanego do ok. 50 stopni piekarnika i zostawiałam delikatnie uchylone drzwiczki. Przy zamkniętych znikały bąbelki, w żadnym innym miejscu też nie chciał pracować, a słoik stawiałam już chyba w każdym miejscu w domu 😀 Chleb cudowny, nie mogę się doczekać aż będzie zakwas jeszcze kwaśniejszy i silniejszy i dodam ziarna <3 Dziękuję Ci, Kasiu, za inspirację i dzielenie się swoimi przepisami. <3

Odpowiedz
Kasia 30 kwietnia 2020 - 14:28

Super, że się udało! I bardzo dziękuję, że podzieliłaś się swoimi doświadczeniami – to bardzo ważne, żeby znaleźć swój “klucz” do zakwasu i sposób na jego hodowanie, który sprawdzi się w naszych warunkach. Brawo! Trzymam kciuki za kolejne chlebki. Uściski! 🙂

Odpowiedz
Julia 10 czerwca 2020 - 14:23

Robię już 5-ty zakwas i za każdym razem mi nie wychodzi. Co mogę robić źle? Do czystego, wyparzonego słoika wsypuję mąkę, dodaję przegotowaną, letnią wodę, łyżeczkę cukru i łyżeczkę octu jabłkowego, mieszam, przykrywam ręcznikiem papierowym i trzymam na blacie (w mieszkaniu mam dość ciepło, 25 stopni) lub w wyłączonym piekarniku nagrzanym do 40 stopni. Następnego dnia pojawiają się malutkie bąbelki, dokarmiam jak w przepisie inną mąką i znowu zostawiam. Po tym dokarmianiu najczęściej następuje burzliwa fermentacja, zakwas podwaja swoją objętość. Ponownie dokarmiam, bąbelki stają się mniejsze, a po kolejnym dokarmianiu znikają całkowicie i żadnymi sposobami zakwasu nie udaje się już “wskrzesić”. Próbowałam zmieniać miejsce trzymania zakwasu, zmieniałam nawet mąkę owsianą na gryczaną i efekt jest ciągle ten sam. Bardzo proszę o pomoc!

Odpowiedz
Kasia 11 czerwca 2020 - 11:32

Rzeczywiście tak się zdarza, że raz zakwas pięknie pracuje, a za chwilę bąbelki znikają lub robią się malutkie. Jeśli zakwas hoduje się miesiącami, to takie sytuacje często się zdarzają. Nie do końca wiem, dlaczego tak się dzieje u Ciebie już na początku. Tak naprawdę każdy z nas ma w swoim domu, powietrzu, mące inny zestaw bakterii i dzikich drożdży, który fermentuje w zakwasie. Do tego dochodzi kwestia wilgotności i temperatury. Ciężko jest też powiedzieć, czy rzeczywiście zakwas się nie udał, jeśli nie próbowałaś upiec na nim chlebka. Mój obecnie jest właśnie w słabszej formie ma znikome bąbelki, a udaje mi się upiec na nim dobry chleb (i własnie robię to po to, żeby go rozruszać po długim pobycie w lodówce) – po prostu zaczyn z tego zakwasu świetnie pracuje i daje dobry chleb. Proponowałabym więc spróbować zrobić jakiś najprostszy chlebek np. ten foremkowy ryżowo-owsiany, żeby lepiej ocenić sytuację. Może też przy kolejnym nastawieniu zakwasu zrezygnuj cukru i octu, pozwól mu samemu, bez dodatkowej pomocy sfermentować – może to zmienić skład bakterii w zakwasie. Wiem, ze niektórzy czytelnicy widzą zmiany w zakwasie, gdy zmieniają mąkę na innej firmy niż dotychczas używali. Trzymam kciuki za kolejne próby!

Odpowiedz
Julia 11 czerwca 2020 - 14:27

Bardzo dziękuję za odpowiedź i wskazówki 🙂 Do pieczenia chleba nawet nie robiłam podejścia porównując swój mizerny zakwas do pięknych bąbelków innych, a poza tym szkoda mi było mąki bo i tak dużo jej poszło na tyle prób nastawiania zakwasu. W takim razie zrobię tak jak radzisz, ten podokarmiam jeszcze i zrobię testowy chleb a następny zakwas zrobię bez cukru i octu. Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam!

Odpowiedz
Kasia 11 czerwca 2020 - 15:29

Rozumiem, ja też często odpuszczałam jak widziałam jak pracuje mi zakwas, ale ostatnimi czasy zmuszona byłam działać na takim słabym i okazało się, że działa całkiem dobrze i wychodzi mi smaczny chleb. Trzeba może mu dać więcej czasu na fermentację zaczynu i rośnięcie chleba, ale działa. 🙂 Szczególnie przy takim słabszym zakwasie lub niskiej temperaturze warto dać chlebkom więcej czasu niż w przepisie. Pamiętaj by przy robieniu chleba zostawić nieco zakwasu do dalszej hodowli – jeśli okaże się, że wyjdzie Ci dobry chlebek, to nie będziesz musiała nastawiać go od nowa. Trzymam kciuki w takim razie za chleb! Daj znać jak poszło. 🙂

Odpowiedz
Julia 13 czerwca 2020 - 17:36

Kasiu, znalazłam sposób na ten zakwas! Poczytałam więcej o “glutenowych” zakwasach i dowiedziałam się, że najlepiej dokarmiać jest zakwas w stosunku 1:1:1 (zakwas : mąka : woda), 1:2:2 lub nawet wyższym. Oznacza to, że gdy przychodzi pora dokarmienia, wyrzucam ze słoika większość zakwasu, zostawiam 1-2 łyżki (ok. 20 g) do nowego słoika i dosypuję po 40-50g mąki i wody. Od kiedy zaczęłam tak robić, zakwas się mocno ożywił, bąbelków jest dużo i są bardzo widoczne 🙂 Ten sposób postępowania opiera się na założeniu, że w miarę starzenia się zakwasu bakterie są silniejsze i robią się coraz bardziej “głodne” więc trzeba zapewnić im pod dostatkiem pokarmu. Natomiast gdy zakwas dokarmimy jedynie dwoma łyżkami mąki, to głodne bakterie się nie najedzą i po prostu zginą – prawdopodobnie u mnie tak się stało. Także udało się wyjść z tej patowej sytuacji i po weekendzie zabieram się do upieczenia pierwszego chleba na zakwasie. Mam nadzieję że moje zmagania się komuś przydadzą 😉

Kasia 14 czerwca 2020 - 11:58

Oj tak znam tę metodę, jednak podobnie jak niektórzy mniej lub bardziej profesjonalni piekarze, uznałam to za zbytnie marnowanie mąki i zakwasu i nie chciałam z niej korzystać… Nigdy też nie musiałam, bo po co wyrzucać silny zakwas. Gdy słabł wówczas przekładałam kilka łyżek do nowego słoika i tam go dokarmiałam dużą ilością mąki. Zawsze radziłam sobie innymi sposobami na ożywienie zakwasu. Mój zakwas przez rok był tak silny, że rósł nawet w lodówce! Dlatego we Wskazówkach do przepisu proponuję np. dwukrotne dokarmianie w ciągu doby, gdy zakwas intensywniej pracuje lub w razie osłabienia zakwasu przełożenie kilku łyżek zakwasu do nowego słoika i dokarmienie go dużą ilością mąki. Trzeba zauważyć, na co nasz zakwas lepiej reaguje. Niestety w przypadku zakwasów nie ma reguł, która sprawdzi się w 100% wszędzie – sprawdziłam już wiele opcji na moim starym zakwasie. To zależy również od rodzaju bakterii, które wyhodowaliśmy – np. inne bakterie mogą być w zakwasie o dużej hydracji, inne w tym o małej ilości wody. Inne będą w zakwasie owsianym, inne w gryczanym. Podobnie z temperaturą – w lodówce skład naszego zakwasu może się nieco zmienić. Super, że udało Ci się znaleźć sposób na swój zakwas! W komentarzu napisałaś też o dokarmianiu 2 łyżkami mąki i że to mogło być za mało – w przepisie są 4 łyżki, więc nie wpadłam na to, że tu mógł tkwić błąd. Możesz sprawdzić, czy przy dokarmianiu większą ilością mąki (pół na pół owsianą i ryżową) naraz zakwas nie będzie dobrze pracował – może obejdzie się bez wyrzucania jego części przy każdym dokarmianiu. 🙂 W gruncie rzeczy ta metoda z wyrzucaniem części zakwasu ma odzwierciedlenie w pieczeniu chleba – im częściej pieczesz i zabierasz część zakwasu do pieczenia i zostaje ci końcówka, którą dalej dokarmiasz, tym zakwas staje się silniejszy.

Dziękuję za Twoje spostrzeżenia i trzymam kciuki za udane chleby! Daj znać jak poszło 🙂

Julia 15 czerwca 2020 - 17:44

Kasiu, dziś upiekłam ten chleb i mam do powiedzenia jedno – wyszedł rewelacyjnie i jest po prostu PYSZNY. Mogłabym go troszkę dłużej potrzymać do wyrastania ale i tak jestem bardzo zadowolona z efektu. W przekroju wygląda jak ze sklepu a smak… nie da się porównać do niczego innego. Ten bezglutenowy chleb na zakwasie to zupełnie inny wymiar, inna jakość. Do tej pory słono płaciłam (12 zł) za malutki bochenek bezglutenowego chleba na zakwasie w eko sklepie a teraz wiem że pójdzie w odstawkę i będę piec sama a to wszystko dzięki Tobie! Serdecznie dziękuję a dziś wieczorem nastawiam zaczyn na kolejny chleb, tym razem na bezglutenowy chleb mieszany 🙂 Wręcz nie mogę doczekać się Twojego ebooka, pozdrawiam!

Kasia 16 czerwca 2020 - 11:50

Ale się cieszę! Ogromnie gratulacje! 🙂 Ja powiem szczerze, że tak rozkochałam się w chlebach na zakwasie, że te drożdżowe już mi tak nie smakują jak kiedyś. 😉 Mam nadzieję, że kolejny wyjdzie równie wspaniale! Dziękuję, że czekasz na e-booka. Cały czas pracuję i o niczym innym nie myślę. 😉 Ściskam i trzymam kciuki!

Iwona 13 czerwca 2020 - 12:20

Mam pytanie odnośnie mąki ryżowej. W bardzo wielu przepisach, o ile nie we wszystkich jest ona jednym ze składników – czy w tym przepisie i wszystkich innych jest to mąka z białego czy brązowego ryżu? Nie ukrywam, że wolałabym stosować mąkę z nieoczyszczonego ryżu (ze względu na zwiększoną ilość składników odżywczych). Dlatego jeśli używasz mąki z białego ryżu, to czy można zamiast niej użyć tej z brązowego bądź w jakichś proporcjach (obawiam się, że mąka nieoczyszczona może zmienić właściwości danego wypieku i uczynić go zakalcem)?

Odpowiedz
Kasia 14 czerwca 2020 - 12:22

Tak używam mąki z białego ryżu, bo jest lekka i wypieki z jej udziałem (szczególnie te bez jajek) wychodzą puszyste. Jeśli chodzi o mąkę z brązowego ryżu to próbowałabym tylko tej idealnie zmielonej, delikatnej. Nieraz trafiłam na taka grubo zmieloną, wręcz z wyczuwalnymi grudkami (jak kaszka) i niestety wychodziły straszne zakalce. Jeśli masz taką idealnie drobno mieloną, która przypomina pszenną, to możesz ją wypróbować np. pół na pół z mąką z białego ryżu. Zwróć uwagę tylko, czy ciasto nie będzie potrzebować wówczas więcej płynu. Nie jestem w stanie zapewnić, że zakalca nie będzie, dlatego najlepiej wprowadzać ją stopniowo i obserwować wypiek. Jeśli chodzi o sam zakwas to również tu używam białej, dodanie raz brązowej mi go zepsuło – może to była właśnie kwestia zmielenia, trudno powiedzieć.

Odpowiedz
Iwona 13 czerwca 2020 - 12:29

Oj, jeszcze jedno pytanie – czy to wszystko jedno jak zmielę ryż czy lepiej użyć takiej kupnej mąki (bo prawdopodobnie są one drobniej zmielone)?

Odpowiedz
Kasia 14 czerwca 2020 - 12:24

Ja używam kupnej. Tak jak napisałaś, wydaje mi się, że ona jest zawsze lepiej zmielona, a też zauważyłam u czytelników, że te domowe zawsze dają nieco inny efekt w wypiekach.

Odpowiedz
Julia 14 czerwca 2020 - 13:23

Iwono, ze swojego doświadczenia mogę podpowiedzieć, że kupne mąki są o wiele drobniej zmielone (na puder) a samodzielnie zmielone mają wyczuwalne grudki które potem czuć w wypiekach. Regularnie piekę muffinki na mące ryżowej i gdy pewnego dnia mi jej zabrakło zmieliłam ryż w młynku do kawy to w ostatecznym wypieku mimo że nie było zakalca to czuć było taką ziarnisto-chrupiącą strukturę, nieprzyjemną w jedzeniu.

Odpowiedz
Kasia 16 czerwca 2020 - 11:47

Dokładnie tak może być. Jeszcze tylko dodam, że pewnie wszystko też zależy od sprzętu, którym dysponujemy. Pewnie inaczej wygląda mąka zmielona w młynku, a inaczej np. w thermomixie. Ja mam tylko młynek, więc opieram się na tym doświadczeniu i obserwacjach czytelników.

Odpowiedz
olbien 17 czerwca 2020 - 18:19

Dzień dobry. Robię swój pierwszy zakwas. Od razu też z Twojego przepisu. Przedwczoraj popołudniu zrobiłam wszystko według przepisu, dodałam też ocet jabłkowy. Następnego dnia, po około 20 godzinach nic kompletnie się z nim nie działo. Mimo to dokarmilam go to tak jak powinnam i wstawiłam do ciepłego piekarnika. Dzisiaj były dwa maleńkie bąbelki….nie za dużo… cześć wodnista oddzieliła się od części mącznej. Znowu po około 24 h dokarmilam go i wstawiłam do ciepłego piekarnika. Obawiam się że nic nie będzie z tego mojego eksperymentu, wydaje mi się że po dwóch dobach powinno się zacząć już coś z nim dziać. A tak nie jest. Czy mam rację? Co mogę jeszcze zrobić? Proszę Cię bardzo o pomoc.

Odpowiedz
Kasia 17 czerwca 2020 - 18:31

Witaj, rzeczywiście po dwóch dobach powinno zacząć się więcej dziać w zakwasie. Możesz spróbować uratować jeszcze ten zakwas, odłożyć 1-2 łyżki do nowego słoika i tam go solidnie dokarmić obiema mąkami. Możesz też zacząć od początku i tym razem nie dodawać octu, pozwolić mu samemu przefermentować i dokarmić dopiero, gdy pojawi się więcej bąbelków. Możesz tez spróbować go dokarmiać mieszanką dwóch mąk, a nie na przemian ryżową i owsianą, może u Ciebie lepiej się to sprawdzi. Zwróć uwagę, czy zakwas stoi w miejscu bez przeciągów itd.

Odpowiedz
olbien 17 czerwca 2020 - 19:31

Solidnie dokarmić, tzn? Ile dać wtedy mąk w proporcjach a ile wody? Jak uważasz? Spróbuję obu opcji i bez dodawania octu, robiąc nowy i też odłożę i dokarmie…tylko jak dużo w proporcji do tej jednej, dwóch łyżek obecnego pseudo zakwasu….? Nie ma mowy w związku z nim o przeciągu, bo najpierw stał w garderobie, a później głęboko ukryty w piekarniku….

Odpowiedz
Kasia 18 czerwca 2020 - 20:30

Odłóż 2 łyżki tego starego zakwasu, dodaj po 2 łyżki mąki ryżowej i owsianej i wody do konsystencji gęstej śmietany/budyniu. Dokarm ponownie, gdy pojawią się bąbelki. Musisz przetestować różne miejsca i zobaczyć, gdzie mu najlepiej. W piekarniku powinno być ok. 25-30 stopni, czyli trzeba odrobinę nagrzać i wyłączyć. Teraz (przynajmniej u mnie) jest dość gorąco, więc w temperaturze pokojowej, o ile nie masz chłodu w mieszkaniu, powinno być ok. Trzymam kciuki!

Odpowiedz

Zostaw komentarz